Polski / English
2019-03-07

Gazeta Wyborcza

Trupa Trupa wnosi poezję i subtelność do rocka psychodelicznego – zachwalał ich Pitchfork, najbardziej wpływowy portal muzyczny na świecie. Nowa płyta kwartetu z Gdańska ukaże się nakładem tej samej wytwórni, która odkryła dla świata Nirvanę, Soundgarden, Fleet Foxes, Fathera Johna Misty’ego czy Beach House.

Już dawno żaden polski artysta wywodzący się z kręgów alternatywnych nie miał na świecie tak doskonałej prasy jak gdańszczanie. „Zespół pochodzi z Polski, śpiewa po angielsku. Jednak podteksty niepokoju i grozy, które cechują ich muzykę, przekraczają granice geograficzne” – komentował Zach Schonfeld w amerykańskim „Newsweeku”. W swojej audycji w BBC6 ich piosenkę „To Me” prezentował Iggy Pop. A David Fricke, jeden z najbardziej cenionych i opiniotwórczych amerykańskich krytyków, podsumowywał w „Rolling Stone”: „Ich koncert brzmiał jak początek wspaniałej przyjaźni”. 

Ten koncert odbył się w zeszłym roku w Austin, podczas największego na świecie festiwalu SXSW. Obok Polaków wystąpiło na nim ponad dwa tysiące innych zespołów.

Przebicie się przez medialny hałas i chaos wymagało od Trupy Trupa nie tylko oryginalnej muzyki, ale też organicznej, ciężkiej, mozolnej, pracy promocyjnej mierzonej dziesiątkami wysyłanych maili, rozmowami z wydawcami, dziennikarzami, wyłapywaniem każdej, nawet najdrobniejszej wzmianki o zespole.

Amerykanie na taką postawę ukuli hasło „… or die trying”, czyli „walcz, staraj się, rób swoje… albo zgiń próbując”.

Znakiem rozpoznawczym Trupy Trupa jest mocno przesterowana gitara, transowa gra sekcji rytmicznej, wręcz popowe melodie, łagodny głos lidera, poety Grzegorza Kwiatkowskiego, a także – na równi z muzyką – jego teksty, opowiadające często o śmierci i złu. Nic więc dziwnego, że w opisie twórczości zespołu przygotowanym przez Sub Pop padają odniesienia zarówno do Beatlesów i Radiohead, jak i – co nieczęste w przypadku PR-owych komunikatów o muzyce rozrywkowej – Schopenhauera, Nietzschego, Becketta, Herzoga czy Kinskiego.

Sub Pop to jedna z najważniejszych i najbardziej szanowanych niezależnych wytwórni na świecie. Na przełomie lat 80. i 90. pierwszymi wydawnictwami Nirvany, Soundgarden i Mudhoney sprokurowała narodziny grunge’u. W pierwszej dekadzie XXI w. wydawnictwo z Seattle przyczyniło się do sukcesu takich indierockowych wykonawców jak Beach House, Foals, The Shins czy Band of Horses. I to ono po części stało za modą na indie folk, która zaczęła się przed dekadą m.in. za sprawą podopiecznych Sub Popu – Iron & Wine i Fleet Foxes.

Dziś Sub Pop ma w katalogu zarówno rozmiękczającego serca pieśniarza Fathera Johna Misty’ego, zwariowanych punkowców z Pissed Jeans, jak i mroczną grupę hiphopową Shabazz Palaces. A od kilkunastu dni także pierwszego Polaka w swoich barwach – Perfect Son, projekt Tobiasza Bilińskiego wcześniej znanego z Coldair i Kyst.

Wydanie płyty Trupy Trupa w barwach Sub Pop – jeszcze w tym roku – będzie spektakularnym podsumowaniem dziesięciu lat działalności zespołu. Ich droga wiodła od debiutanckiej „EP” z 2010 r., przez dwa albumy wydane własnym sumptem i świetnie przyjęte przez polską prasę („LP” z 2011 r. i „++” z 2013 r.), po płyty „Headache” (2015) oraz „Jolly New Songs” (2017) wydane nakładem niezależnych wytwórni z Wielkiej Brytanii, Francji i Japonii.

Przesłuchiwanie tych albumów jest jak fascynująca podróż przez psychodeliczne, hipnotyzujące pejzaże – na słuchacza czekają tu dźwiękowe wybuchy i uwodzące melodie skryte za ścianą hałasu. A wszystko w rytmie, w którym zmagają się ze sobą przemyślana monotonia i zaskakująca zmienność.

Poznaliśmy już pierwszy utwór z tej płyty – teledysk do „Dream About” nakręcił kamerą formatu Super 8 Benjamin Finger, mieszkający w Oslo muzyk, didżej, fotograf i filmowiec.

Po wspomnianym na początku tekstu koncercie na SXSW w Austin Trupa Trupa dołożyła do swojego notatnika z pochwałami nie tylko zachwyt Davida Frickego, ale też wielu innych ważnych dziennikarzy, od Raoula Hernandeza z „The Austin Chronicle” po krytyków z publicznej rozgłośni NPR czy Grega Kota z „Chicago Tribune”.

Nie uszło to uwadze organizatorów festiwalu, którzy postanowili znów zaprosić gdańszczan. Tym razem jednak Trupa Trupa wybierze się do Austin (festiwal rozpoczyna się 8 marca) już nie jako intrygujący zespół z Polski, któremu warto dać szansę, ale jako grupa, która ma w kieszeni kontrakt z jedną z najważniejszych wytwórni na świecie.

Po trzech koncertach w Teksasie Trupę Trupa będzie można usłyszeć w kwietniu w Polsce – 25 w gdańskim klubie Ziemia i 26 na festiwalu Spring Break w Poznaniu.

Jędrzej Słodkowski, Łukasz Kamiński

www.wyborcza.pl