Polski / English
2020-09-19

Recenzja koncertu na Festiwalu Inne Brzmienia – KI-LI-MU-WY

Koncert krajowej gwiazdy – kwartetu Trupa Trupa poprzedziły nagrania nieodżałowanego zespołu Morphine. Dość zaskakujący to wybór na intro w przypadku trójmiejskiego bandu. Widziałem końcówkę koncertu Trupy Trupa dwa lata temu na Openerze i czułem się jak na koncercie Swans.

Widziałem ich koncert na ubiegłorocznym Off’ie i był to niesamowicie przyjemny, w zasadzie piosenkowy gig. W Lublinie kwartet pokazał się raczej od tej mocniejszej strony. Pomimo lekkiej konferansjerki Grzegorza Kwiatkowskiego, zespół brzmiał tego wieczoru jak Killing Joke, Swans, No Means No i Sonic Youth zmieszani w różnych proporcjach. Co ciekawe główną część występu oparli na tej samej płycie („Off the Sun”), co rok temu w Katowicach. Nie zagrali niczego z ostatniej dream-popowej EP’ki i chyba tylko raz sięgnęli po „Jolly New Songs” wykonując wieńczący ten album, singlowy „To Me”. Wykonali zatem z pasją i mocą „Dream About”, „Another Day”, „Longing”, „Long Time Ago”, Glory” i „Turn”. Była energia, zgranie i pewność siebie. Jakby nie było tych 6 miesięcy przerwy od dawnego życia. Mało tego, grupa zakończyła występ zupełnie nowym materiałem, szykowanym na płytę planowaną na wrzesień 2021 roku. Najpierw zagrali trzy utwory w jednym secie, a potem jeszcze dwa kawałki na bis. Czego spodziewać się po kolejnej płycie? Że będzie dobra. Koncertowe wykonania mogą trochę wprowadzać w błąd, ale słychać było twardy bas, niezawodną perkusję i pociągłe wokale, choć także skandowane – co stanowi nowość w stylu grupy. Intrygująco brzmiał również instrument Rafała Wojczala (wyglądał jak kanister z gryfem), generujący różne elektroniczne dźwięki. Trupa Trupa ma dużo do powiedzenia i pokazuje na scenie różne twarze, dlatego cieszę się, że wybrałem ten dzień, w którym na scenie zabrzmiała ich – potężna tego dnia – muzyka.

www.kilimuwy.wordpress.com