Trupa Trupa

Recenzja LP – Meakultura

Wśród fanów polskiej muzyki rockowej istnieje obiegowe określenie nazywane potocznie ”trójmiejskością”. Próba opisania owej „trójmiejskości” nie doprowadziła by nas do żadnych konkretnych wytycznych, ją określających lecz niesie ze sobą pewnego rodzaju oniryczną energię.

Pierwiastek trójmiejskości, niezależnie od gatunku muzycznego jaki zespół wykonuje, bardziej się wyczuwa niż dostrzega lecz jego obecności nie sposób zaprzeczyć. Nie wiadomo, czy to kwestia morskiego powietrza, czy może lepszy dostęp do zachodnich albumów przywożonych w dobie PRL przez marynarzy, ale na terenie obejmującym Gdynię, Gdańsk i Sopot wytworzył się osobliwy ferment, w którym od lat rodzą się jedne z najciekawszych zespołów w Polsce?! Gdański kwartet Trupa Trupa tą „trójmiejskością” jest przesiąknięty na wskroś.

Debiutancki album grupy niesie ze sobą pełne polotu kompozycje będące wypadkową wielu wyraźnych inspiracji muzyką zespołów, które zaliczamy dziś do kanonu światowego rocka. Nie oznacza to jednak, że Trupa tylko kopiuje ograne schematy. Wspomniane inspiracje są dla zespołu wyłącznie pretekstem do zaprezentowania własnej wizji do muzyki co w połączeniu daje niezwykle świeży rezultat.

Muzyka Trupy Trupa za sprawą swojej „trójmiejskości” w pierwszym odruchu skłania do postawienia ich twórczości obok dorobku zespołów Ścianka czy Homosapiens, jednak po bliższym zapoznaniu się z materiałem zawartym na ich LP zadziwić może różnorodność ich muzycznych wpływów oraz swoboda z jaką penetrują oni historię muzyki rockowej przenosząc jej bogactwo ich na własny język muzyczny.

Otwierające płytę Revolution przenosi nas w świat muzycznej psychodelii, ale bardziej tej z przełomu lat 60’ i 70’, spod znaku the Doors, czy Animals’ów, niż Pink Floyd. Na albumie usłyszymy zarówno żywiołowe, mocne kawałki punk rockowe w stylu Iggiego Popa (Good Days Are Gone) jak i spokojne, nasuwające na myśl dokonania Lou Reeda ballady Don’t Go Away, czy nawet zahaczając momentami o rockabilly (Marmelade Sky).

Najjaśniejszym punktem muzyki Trupy Trupa są zdecydowanie partie organów Wojczala nadające kompozycjom zespołu niesamowitego kolorytu i melodyjności. Za sprawą tej melodyjności w piosenkach Trupy słychać również wyraźny wpływ Beatlesów, zarówno tych Lenon’owskich (Walt Whitman) jak i McCartney’owych (Did You). Nieco odmienny od reszty albumu, bardziej posępny charakter prezentują ostatnie dwa utwory (Porn Actress i Take My Hand), w których zespół pokusił się o bardziej rozbudowane formy muzyczne. Cały album Trupy Trupa zamyka się w czasie trwania w 28. minutach, a do nazwania go long play’em zmusza nas chyba wyłącznie liczba zamieszczonych na nim dziewięciu piosenek, lecz krótki czas trwania albumu sprawia u słuchacza ogromny niedosyt i zachęca do ponownego włączenia płyty.

Zdecydowanie mocnym punktem piosenek Trupy są teksty Kwiatkowskiego, niekiedy gorzkie, przepełnione ironią, dotyczące głównie śmierci. Czasem połączenie, melodyjnych partii wokalnych okraszone organowymi kantylenami w zestawieniu z tekstami o śmierci nadają piosenkom nieco cyrkowy charakter. Nie jest to jednak próba wyśmiania śmierci, lecz raczej oswojenie się z nieuniknionym, gdy z ust Kwiatkowskiego padają słowa aunty death I fell nearness of you, czy sweet smell of death.

Wszystkie piosenki nagrane na LP śpiewane są po angielsku z bardzo dobrym akcentem, co sprawia, że muzyka Trupy może śmiało konkurować z zachodnimi produkcjami muzycznymi. Szkoda jednak tylko, że Kwiatkowski jako poeta nie pokusił się na kilka tekstów w języku ojczystym bo dobrych słów po polsku wciąż brakuje, a on bezsprzecznie ma do ich tworzenia talent czego przykładem mogą być choćby pochodzące z wydanej rok wcześniej EPki Koszula w kwiaty i Opór.

Podsumowując: to zadziwiające, jak słuchając płyty, która posiada tak czytelne odwołania do dobrze już znanych brzmień, muzyka na niej zawarta prezentuje się niezwykle ciekawie i świeżo. Może jednak prawem teorii estetycznej Inżyniera Mamonia jest to doskonały sposób by przyciągnąć do siebie rzeszę sympatyków. Trupa Trupa to zespół, który jeszcze zaskoczy słuchaczy, a ich LP to dopiero przedsmak tego co w tym zespole drzemie!

Bartosz Dąbrowski, meakultura.pl

Recenzja LP – Meakultura