Trupa Trupa

Wywiad na łamach Metro Cafe

Z Grzegorzem Kwiatkowskim z zespołu Trupa Trupa rozmawia Konrad Wojciechowski.

Nie martwi cię, że najnowsza płyta Trupa Trupa – “Headache” – umknie uwadze przeciętnego słuchacza, który słucha tego, co modne?

– Czas pokaże. Ale jestem daleki od stosowania podziałów na to co alternatywne, czyli wartościowe, i na to co aktualnie modne, czyli przeciętne. W głównym nurcie zdarzają się przecież produkcje, które zasługują na uwagę i mają wysoką jakość. Piosenki Lany Del Rey na pozór nie są bliskie moim gustom muzycznym, a jednak śmiem twierdzić, że jej płyta “Ultraviolence” jest naprawdę świetna, a nawet wybitna.

Tytuł waszego albumu ostrzega przed bólem głowy. Dlaczego reklamujecie piosenki w sposób, który może do nich zniechęcić?

– Płytę nagrywamy dla siebie i nazywamy, jak chcemy. Nie próbujemy myśleć o słuchaczu, o jakimś targecie. Sami musimy być z nowej płyty zadowoleni. O dziwo udało się też zadowolić wielu słuchaczy i recenzentów, i to nie tylko polskich, ale również zagranicznych.

W opiniach na wasz temat często pada taki epitet: “grają dołującą muzykę”. Wywodzicie się z Trójmiasta, więc może depresyjny nastrój piosenek przywiało morze?

– Moim zdaniem głównym odpowiedzialnym za nastrój jest gdańszczanin Artur Schopenhauer, międzynarodowy patron pesymizmu. Ale na pewno tło pogodowe też ma znaczenie. Gdańsk poza sezonem letnim nie jest wymarzonym miejscem do miłego spędzania czasu – jest chłodno, wieje i w dodatku często pada. Taka aura nie nastraja pozytywnie do świata. Pewnie gdybyśmy mieszkali na południu, nasze piosenki byłyby o kilka tonów jaśniejsze.

Jak reagujecie na porównania do słynnego przedstawiciela rockowej awangardy Velvet Underground?

– Rzecz jasna jest nam miło. Na pewno ma na nie wpływ to, że w zespole panuje duże zagęszczenie artystów na metr kwadratowy – gitarzysta i klawiszowiec są filmowcami, basista malarzem, perkusista zajmuje się grafiką, a ja pisaniem. Ale na tym porównania się kończą, bo nie chcemy się z nikim spoufalać i znamy swoje miejsce w szeregu.

Niektóre wasze utwory, jak choćby “Getting Older”, nadawałyby się do zilustrowania horroru. W muzyce szukasz piękna czy raczej grozy?

– Groza i piękno mogą się harmonijnie przeplatać. Takie połączenia są moim ideałem estetycznym. W wielu piosenkach rzeczywiście poruszamy temat nieprzerwanego istnienia zła i przyglądamy się temu złu pod lupą. Podczas koncertów Katarzyna Łygońska wyświetla wizualizacje, które jeszcze bardziej podkreślają te obszary poszukiwania.

I nikt was nie odsądza od czci i wiary za promowanie zła?

– Za kawałek “I Hate” zostaliśmy zrugani przez pewną dziennikarkę, która nie mogła zrozumieć, dlaczego popieramy wyrządzanie krzywdy ludziom. A nam nie chodziło rzecz jasna o afirmację zła, tylko o jego naświetlenie albo nawet napiętnowanie.

Są jednak na tej płycie momenty, kiedy podpieracie się beatlesowską harmonią. Za co cenisz czwórkę z Liverpoolu?

– Za różnorodność i za melodie. Beatlesi byli z ostatniego pokolenia, które wychowało się na tangach, walcach czy fokstrotach i oni nasycali tym swoją muzykę. Potrafili doprowadzić piosenki do doskonałości, bez względu na gatunek muzyczny. Bez nich muzyka rockandrollowa robi się coraz bardziej jałowa i uboga.

Eksperymenty aranżacyjne i melodyjne Trupa Trupa kojarzą mi się z pierwszą płytą Pink Floydów – “The Piper At The Gates Of Dawn”. Inspirowała cię muzyka tego zespołu?

– Pierwsza płyta Pink Floyd była świetna, pozostałe mi się nie podobały, bo brakowało w składzie Syda Barretta, którego solowe dokonania uważam za wspaniałe. U nas połowa zespołu już dawno i w sposób naturalny gruntownie przerobiła muzykę Swans, Sonic Youth czy Fugazi, a ja jakoś nie mogłem się przekonać do tych wykonawców. W końcu ich posłuchałem i otworzyłem się na hałas i swobodę. To także były ważne inspiracje podczas pracy nad nowym albumem.

Czego wam brakuje, żeby o Trupa Trupa móc powiedzieć: oto zespół kompletny?

– Nigdy nie będziemy zespołem kompletnym, ale naszym zdaniem widać progres – z roku na rok gramy trochę lepiej. Właśnie zaczęliśmy pracę nad kolejną płytą, ale nie mamy żadnych obciążeń i strategicznych założeń. Po prostu sobie na nowo gramy.

www.metrocafe.pl

Wywiad na łamach Metro Cafe